Po raz drugi miałam okazję uczestniczyć w Morawskim Pucharze tym razem do pracy w Stupavie zabrałam ze sobą Dzidkę czyli ASSIPATTLE Airgialla córkę AXY. Rzec by można że u nas to już rodzinna tradycja dwa lata temu Axa wzięła udział w Morawskim a w tym roku jej córka Dzidka. Okolica Stupavy to przepiękny region łagodne pagórki a na nich bukowe lasy, malownicze łąki i wspaniali ludzie, którzy z Soutezy o Moravski Pochar uczynili święto miłośników obu ras posokowców. Nas polską ekipę przyjęto i ugoszczono wspaniale, była flaga Polski na maszcie obok Czeskiej flagi była niesamowicie ciepła atmosfera i wspólne Polaków Morawiaków i Czechów rozmowy- i zabawa z tańcami też była. Ale to rzeczy; przybyłam chyba jako ostatnia do Hipocentrum w Korycanach – Basia i Mikołaj już byli zakwaterowani zdali mi relacje z kolacji na którą się spóźniłam. Reszta wieczoru upłynęła nam na miłych pogawędkach przy morawskiej śliwowicy i świetnym piwie.
Rano zbiórka w Stupawie w gościnnej farmie ekologicznej gdzie odbył się przegląd weterynaryjny a po nim uroczysta zbiórka ubarwiona pojawieniem się Hajnego który to podczas przywitania wszystkich oddał swoją honidbe na czas trwania soutezy w nasze władanie. Nam ekipie polskiej w losowaniu przypadły trzy pierwsze numery; ja z dzidka nr1, Basia z Przelotem nr2 i Mikołaj z Babką nr3. Po losowaniu wszyscy ruszyliśmy do chaty myśliwskiej która była przez całe dwa dni dla nas wszystkich uczestników i gości soutezy bazą gdzie się odpoczywało po leśnych zmaganiach. Nam w pierwszym dniu przypadło pracować na długich ścieżkach a do pracy wyruszyłam jako pierwsza ja i Dzidka. Na początek konkurencja odnajdowania zestrzału w kwadracie 30x30m to zadanie zajęło Dzidce około 3 minut a dalej już praca na pofarbowanym tropie jelenia. Nie ma lekko tych 1200 metrów to w moim dotychczasowych konkursowych doświadczeniach najtrudniejsza ścieżka na jakiej pracowałam. Choć las piękny głownie liściasty to poprzecinany dość głębokimi dolinkami i złażony prze zwierzynę okrutnie. Nie raz widać było ślady ciągnącej zwierzyny tudzież dzicze babrzyska, przez które założone były ścieżki. Dzidka pracowała raz wolniej i dokładniej raz szybciej i pewniej a ja podążałam za nią starając się jej nie przeszkadzać. Po odnalezieniu pierwszej kartki, która była przytwierdzona do sporego kawałka skóry moja zołza uznała, że to koniec roboty – no cóż tu się kłania nasza niestety dość powszechna metoda pracowania na jelenich tropach gdzie trofeum dla psa na końcu stanowi kawałek badyla – Dzidka uznała, że to finał a tu każą nos włożyć w ściółkę i iść dalej. Musiałam oderwać skórę z gwoździa i schować do kieszeni żeby moja ruda podjęła ponownie trop a nie wracała do skóry. Ruda przekalkulowała to i poszła dalej a reszta pracy przebiegała w podobnym tempie spokojnie bez zawadzania psu, zaś kolejna kartka przy skórze już nie nastręczyła tylu problemów – Dzidka po prostu zaznaczyła i poszła dalej. Na koniec i łanie też odnalazłyśmy. Z rąk sędziego dostałyśmy złom a Pan Havlicek zamiast sygnalisty, którego zabrakło zaśpiewał nam. Po powrocie do bazy mijam tylko idąca do auta, którym ja przyjechałam Basię – właśnie z Przelotem jedzie do pracy. Mikołaj z Babka już po odłożeniu ma już pierwsze punkty na tablicy, Dzidka dostaje za prace na otoku 4. Czas biegnie swoim rytmem kolejne psy wychodzą do pracy na krótkich ścieżkach a my czekamy na powrót Basi. Wreszcie wraca Basia z Przelotem minę ma nietęgą ale złom w kapeluszu jest więc chyba jest dobrze. Basia potwierdza to co jej powiedziałam przed wyjazdem do pracy – bardzo trudna ścieżka z atrakcjami jak babrzyska i świeże przejścia ale karteczek też zebrała dwie wiec jest sukces. Następny do pracy rusza Mikołaj i Babka a my w tym czasie mamy czas na bramboraka. Zanim się zakończył dzień przyszło mi jeszcze pracować na krótkim tropie. Konkurencja krótkiej ścieżki polega na tym że podkłada się psa na włóczkę z jelenia pies pracuje dosłownie na 200 m które zakończone są łożem od którego pies ma do wykonania pracę oznajmiacza lub oszczekiwacza. Moja Dzidka to klasyczny oznajmiacz i tą konkurencję wykonała na ocenę 4 również za zachowanie przy martwej zwierzynie dostała 4 i tak zakończyłyśmy dzień z samymi czwórkami. Na sobotę został nam podchód, przywołanie i odłożenie.
Basia i Przelot również zakończyli pierwszy dzień soutezy z wykonaną pracą na długiej i krótkiej ścieżce, Mikołaj z Babką mieli za sobą długą ścieżkę i odłożenie. Wieczór w Hipocentrum upłynął nam na biesiadzie w rytmie muzyki country i w miłym towarzystwie uczestników, organizatorów i sędziów soutezy. A rano wracamy do pracy; my babki mamy do zaliczenia odłożenie a Mikołaj z Babolcem krótką ścieżkę.
Konkurencja przywołanie, podchód i odłożenie odbywa się w naszym czyli moim i Basi przypadku na skraju lasu. Na łące smętnie snują się krowy jest piękny słoneczny dzień i jest wiece prawdopodobne że jeśli moja Dzidka wykona wszystkie zadania tak jak ją nauczyłam to możliwe jest że puchar Morav pojedzie do Airgiallkowa. Ale że się wszystko zdarzyć może to też się i zdarzyło; Dzidka przywołanie zrobiła perfekcyjnie, podchód zrobiła tak jakbym ja superglue przykleiła do nogi ale na odłożeniu był mały problem przyklejenie okazało się być przeszkodą. Dzidka pozostawiona postanowiła podnieść swój rudy zadek i ruszyć za mną i tak przeszła magicznych 5 metrów zapisanych w regulaminie za co sędzia i słusznie odjął jej jeden punkt z koeficjenta. Nie ma maxa jest dyplom II ST powtórzyła się historia Axy, która podobny numer wycięłam mi na zkouskach – no cóż rzec by można jaka matka taka córka. Wracamy do bazy dzień sobie płynie bez pospiechu w ramach rozrywki zaliczamy atrapę łani na lanovce wszyscy jesteśmy w świetnych humorach ja myślę….choć może troszkę żal że i ten przysłowiowy pazur w takiej konkurencji jak odłożenie jestem za Jaggerem ale co tam za dwa lata jest kolejny morawski puchar czasu jest dość aby następna airgiallkę przygotować. O 16 rozpoczyna się oficjalne ogłoszenie wyników. Przewodnicy, sędziowie i korona wszyscy stoimy wokół pokotu na którym są dwie łanie i dzik, płoną na rogach pokotu ogniska Graja sygnaliści; Jagger pierwszy a za nim ze strata 5 punktów z tego cholernego odłożenia Dzidka. Z rąk właściciela Jaggera inż. Norberta Pelca otrzymuję główne trofeum souteży wykonany przez Pana Pelca i jego ojca kordelas ozdobiony na rękojeści głową posokowca i jelenimi badylami. Potem jeszcze tylko pożegnania życzenia szczęśliwej podróży i bezpiecznego powrotu do domu, zegnam się z ekipa Przelotową pakuję się do hundwagena i jadę do domu. Kolejna Moravska Soutez za mną przede mną blisko 400 km i Praski kruhak. Ale na koniec zanim pożegnałam Moravy obiecałam, że tam za dwa lata wrócę wszak mam z Axą III lokate na moravskim w Jeseniku, II lokatę z Dzidką w Stupavie czas na I lokatę z kolejną airgiallką może Ceirą kto to wie wszystko przed nami